Historia


 

Pośród najciekawszych krajobrazowo obszarów województwa zachodniopomorskiego posadowiono Bełczną. Wieś o średniowiecznym rodowodzie, która i swoją czarownicę Sydonię miała, i dla równowagi zacnego pastora.


Kościół w BełcznejPastor wzniósł dom naprzeciwko kościoła. Ogród obsadził drzewami. Niektóre z nich po dziś dzień rosną i oczy gospodarzy cieszą. Latem cień i chłód gościom dają, a wędrownemu ptactwu schronienie. Tutejsze lipy wielkością dorównują tym z Czarnolasu, a gdy kwitną, zapach cudowny wokół roztaczają, roje pszczół wabiąc, pożytek z nektaru w prezencie owadom darując.

 

Po wschodniej stronie obejścia buk czerwony rośnie. Największy w okolicy. Wiosną kolory przywdziewa i się rumieni, niczym dziewczę niewinne. Cisy też są dorodne. Stojąca przy nich tabliczka informuje, że są już pomnikami przyrody. Największy z nich ma w obwodzie 180 cm!


Pastor wiódł we wsi prym. Szacunkiem i uznaniem okolicznej ludności się cieszył. O trzódkę parafialną dbał bowiem, jak ojciec najlepszy. Dziadkom w szkółce niedzielnej o ziemi prawił. O ojcach i sile tradycji.


Dworek w Bełcznej w latach 50.Gospodynie rzemiosła domowego uczył. A to jak kapustę kisić, aby do przednówka jędrna i biała przetrwała. Jak ogórki do beczek upychać i na kiszone nastawiać. Jaka mąka lepsza do żuru, a która do pieczenia chleba. Gospodarzom natomiast zdradzał tajemnice z innego, ciemnego świata. Uczył ich, jak wypalać i nastawiać mocne trunki. Nieskorych do nauki za karę w piwnicy swojego domu zamykał. Niektórzy jednak cieszyli się z tego i sami, nieprzymuszeni do piwnicy złazili! Jakiś zapach bowiem miły, wcześniej im nie znany, rozchodził się po domostwie pastora.


W piwnicy, we wnęce pod schodami, na hakach wisiały wędzone śliwką, suszone kiełbasy. Na półkach z surowych desek pyszniły się marynaty. A w najdalszym i najciemniejszym kącie, w omszałych ze starości flaszkach, gotowe od dawna na przejście najwyższej jakości próby, certyfikatu siły i Tradycji stały nalewki.

 

<< wstecz_________________dalej >>